DWA OBLICZA ATEN
…” Podróż jest jak małżeństwo. Podstawowym błędem jest myślenie, że możesz ją kontrolować”…
John Steinback.

W moim miejscu pracy, gdzie na co dzień zarabiam na chleb ( a raczej na kaszę do mojego chleba ) i na bilety lotnicze, jestem postrzegana jako osoba, powiedzmy : nietypowa 😀 Nie tylko ze względu na moje niewysublimowane i dalece sarkastyczne poczucie humoru, specyficzne poglądy żywieniowo-zdrowotno-społeczne, oraz zamiłowanie do tematyki z zakresu seryjnych morderców i innych psychopatów. Ogólne zainteresowanie budzi przede wszystkim fakt, że ciągle latam gdzieś na urlop, a sam kalendarz wyjazdów mam zaplanowany czasem na dłużej, niż rok z wyprzedzeniem. To na papierze. Bo w umyśle mam prawdopodobnie grafik na jakieś najbliższe 10 lat 😀

Naturalnie zdarza się, iż tak dalekosiężne plany ulegają modyfikacjom, zmianom, bardzo rzadko zostają odwołane. Co jednak nie zmienia faktu, że organizując samodzielnie nasze wyjazdy, zawsze staram się wszystko rzetelnie przygotować. Rozeznanie okolicy, w której mamy zamiar się zatrzymać, ewentualny transport, z jakiego można skorzystać, miejsca , które należy koniecznie zobaczyć, itp. To tylko podstawowe punkty takich przygotowań… Uwierzcie mi – jest tego znacznie więcej… 😀 Podróżowanie, „naszym sposobem”, to czasem ciężka praca 🙂 Naprawdę… Już samo szukanie biletów lotniczych, noclegów, zgranie terminów urlopów, jest czasem nie lada wyczynem… 😀

Dlatego właśnie, mając świadomość, ile energii się poświęciło na wstępną organizację danego wyjazdu, podczas gdy na miejscu okazuje się, że musimy cały plan na ten tychmiast zmieniać, trzeba się też czasem przygotować na irytujące okoliczności przyrody….

O tym właśnie przekonałam się podczas naszej ostatniej wyprawy – do Aten. Jednej z najstarszych stolic europejskich, będącej jednocześnie największym miastem Grecji, ojczyzny oliwek, igrzysk i demokracji… Miejsce, które każdy historyczny pasjonat po prostu musi zobaczyć. Miejsce, które ma w sobie tyle samo magii, co kłujących boleśnie oczy obrazów współczesnego oblicza kraju… Miejsce, potrafiące wzbudzić podziw, jednocześnie szokując.

Przejdźmy jednak do rzeczy…
Poszukując noclegu w dogodnym miejscu, wybrałam dzielnicę Isminis, znajdującą się mniej więcej pomiędzy Portem w Pireusie a Akropolem, w północnej części Aten. Czekało tam na nas bardzo wygodne, zadbane małe, jednopokojowe mieszkanko. Zdecydowanie godne polecenia, zabukowane na Booking.com. I tu… i tu zaczynają się schody… Ponieważ lista polecanych przeze mnie zwykle gospodarzy, czy innego rodzaju organizatorów wypraw itp, w Atenach, na poleceniu noclegu się niestety kończy… Nie wnikając za bardzo w nieistotne w zasadzie szczegóły, wspomnę jedynie, iż pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się zostawić gdzieś w internecie złą opinię… Gwoli ścisłości, dodam jednynie, że mając zaplanowane kilka wycieczek zorganizowanych, które naprawdę wyglądały ciekawie, zostałam postawiona w sytuacji, kiedy w ostatniej chwili musiałam sobie sama być przewodnikiem… 🤣🙈 A dla przestrogi, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na fakt, że w zasadzie tylko jedna firma zajmuje się tam taką organizacją, także jeśli już zdecydowaliście się na zakup jakiejś „atrakcji” to naprawdę sprawdźcie rzetelnie wszelkie szczegóły…

Ale dosyć narzekań 😀
Jako doświadczony, w miarę przynajmniej, i zaprawiony w boju podróżnik, musiałam się wziąć zatem do roboty, i ogarnąć zwiedzanie wszystkiego na własną rękę. Nie jest to w Atenach aż tak bardzo skomplikowane, ale całość zależy bardzo często od miejsca, gdzie przebywacie. Na transport publiczny w Atenach składają się : trzy linie metra, oraz sieć autobusów i trolejbusów. Informacje na temat tych środków komunikacji można znaleźć na stronie Civitatis Athens.

My oczywiście postawiliśmy na nasz własny transport – czyli parę nóg. Jeszcze dziś mam wrażenie, że przeszliśmy w Atenach jakieś niezliczone ilości kilometrów, przemierzając miasto, które nie przestawało nas zadziwiać… Z jednej strony absolutnie niesamowita, przepiękna, niebywale dumna część zabytkowa greckiej stolicy, na każdym kroku walcząca dzielnie z dzisiejszym wizerunkiem dawnej Hellady… A dzisiejsze oblicze?… No cóż… Nawet jeśli ktoś niebardzo interesuje się polityką, czy gospodarką światową, po przejściu kilku kilometrów stolicą Grecji, jest w stanie zauważyć, że bankructwo, nie pierwsze zresztą, tego kraju, jest widoczne dosłownie na każdym kroku…. I jest to fakt tyleż samo budzący swego rodzaju smutek, co nakłaniający do refleksji : dlaczego?….. Już słyszę w tle komentarze, zwracające mi uwagę, że podobne na przykład „osiedla widma” występują w Hiszpanii, czy Portugalii, a Cypr również niewiele się różni od takowych obrazów.. To prawda. Jednak to jest proszę Państwa centrum Aten, nie obrzeża stolicy…
Na całe szczęście Ateny heroicznie bronią się swoim kulturalnym dorobkiem, którego początki sięgają drugiego tysiąclecia p.n.e. Będąc tam, po prostu nie można ominąć takich dzieł jak : Akropol ( bilet wstępu 20 euro), Erechtejon, Odeon Herodosa, Łuk Hadriana, Teatr Dionizosa, czy Wieża Wiatrów lub Świątynia Zeusa Olimpijskiego (wstęp 6 euro). Wszystkie te zabytki, pomimo dosyć niestabilnego tektonicznie terenu, narażonego na trzęsienia ziemi od czasu do czasu, nadal dzielnie królują nad smutnym obliczem współczesnych Aten.
Jeśli ktoś natomiast chciałby zobaczyć i prześledzić dzieje tych miejsc, zebrane w jedną całość, polecam wizytę w Muzeum Akropolu ( 10 euro). Bilety wstępu najlepiej kupić komplekosowo, na kilka dni, w kilka miejsc ( koszt 30 euro). Ale oczywiście wersje indywidualne też są dostępne.

Trzeba również pamiętać, że Ateny to nie tylko wspaniała architektura, świat mitów greckich, czy igrzyska olimpijskie. To także piękne plaże, otoczenie Morza Śródziemnego, Jońskiego i Egejskiego, piękne parki, ogrody botaniczne. Czy w tamte malownicze rejony również wkradł się kryzys? Niestety tak. Jednak jeśli chodzi o piękno natury, ono zawsze wygrywa ze wszelkiego rodzaju niedogodnościami życia codziennego.
Do specyficznej części greckiej flory i fauny, z pewnością należy niezliczona liczba, wszędzie obecnych kotów 😀 Nikt nigdy ich nie przegania, zobaczyć je można dosłownie wszędzie 🤣🙈 Do tego stopnia, że prawdopodobnie nie zdziwiłby mnie ich widok na przykład w toalecie… Obojętnie czy domowej, czy publicznej 😀 Grecy po prostu kochają koty. Więcej niż kotów w Atenach, jest chyba tylko drzew oliwnych….
Ateny mają też inne, nieco zapomniane zabytki. Należy do nich statek Averof – grecki krążownik pancerny, kryjący w sobie również ciekawe dzieje europejskiej historii. Wstęp kosztuje jednynie 4 euro, a wizyta tam jest naprawdę warta takiej kwoty :). Obok niego znajduje się też starogrecka triera, pochodzący z V wieku pne, statek z rodzaju tzw. : galer.

Pogoda w Atenach, podobnie jak w większości kraju, również jest bardzo zachęcająca. Łagodne zimy, bardzo ciepłe lata, dużo słońca i okazji do złapania oliwkowego koloru skóry 🙂
Ale są i w greckiej stolicy rzeczy zadzwiające. I pomijając już cień kryzysu gospodarczego, jaki pokrywa ogólnie jednak słoneczną część tej części świata, to w niektórych przypadkach zdarzało mi się dosłownie nadwyrężać mój umysł, w celu znalezienia odpowiedzi na kluczowe pytanie : ” co poeta miał na myśli?” 🤔
Otóż perełki architektoniczne w postaci niezwykle ciekawie zaprojektowanych chodników, czy też przejść dla pieszych, parkowanie pojazdów, sygnalizacja świetlna , składają się na niebywale zastanawiający czasem obraz życia codziennego w Atenach, czy podejrzewam – w Grecji w ogóle.
Uwagę też z pewnością przyciągają sklepy z pięknym, greckim rękodziełem, oraz z greckimi smakołykami. Zakupy w nich nie należą do najtańszych, ale proszę mi wierzyć, oliwek, przypraw do tzatziki czy sera feta, nigdzie nie znajdziecie lepszych 😀

Na koniec muszę naturalnie wspomnieć od greckiej kuchni. Ale tylko wspomnieć. Dosłownie. Kuchnia grecka jest pyszna 😀 I tyle 😀 Temat bowiem postanowiłam rozwinąć w osobnym wpisie, i zamieścić niebawem w dziale : „kuchnie świata”. Kuchnia grecka moim zdaniem, jest tego jak najbardziej warta 😀

Nasz pobyt w Atenach trwał tydzień i wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia… Jak chyba jeszcze żaden wyjazd do tej pory. Nie tylko ze względu na fakt, iż moje plany musiały w oka mgnieniu zostać zmodyfikowane, ale również ze względu na , tak zwany, całokształt. Zdaję sobie oczywiście sprawę z faktu, że Ateny to tylko fragment Grecji, skrawek całości pięknego państwa. I tak sobie myślę, że chcę dać temu krajowi drugą szansę, prawdopodobnie wybierając się za jakiś czas na jedną z jego wysp.

Co do Aten jednak, dziś już wiem, że zdecydowanie są w stanie oczarować starożytną spuścizną, pięknem natury i fascynującą historią. Jednocześnie , gdzieś w głębi umysłu, wzbudzają obawę, że te skarby mogą się gdzieś zapodziać , że ich dni są policzone. Mam głęboką nadzieję, że takie wrażenia pozostaną w sferze obaw tylko, jak najdłużej.































3 odpowiedzi na “ATENY”