PHUKET – zielone wzgórze na Morzu Andamańskim
„….Gdy zaczniesz podróżować, podróż nigdy się nie kończy, ale rozgrywa się na okrągło w najcichszych zakątkach umysłu, ponieważ ten nie jest w stanie uwolnić się od podróżowania...”
P. CONROY

To miał być zupełnie inny blog… Zupełnie inna opowieść… To miał być przede wszystkim inny czerwiec…

Życie kogoś, kto jest w podróży, bardzo różni się od życia tzw. turysty, czy wczasowicza. Ci ostatni zazwyczaj, korzystają z wypoczynku przebywając w hotelach, nierzadko ogromych resortach, które doskonale potrafią zadbać o przebieg dnia swoich klientów. Gotowe posiłki, baseny, strzeżone plaże, możliwość korzystania z barów z kolorowymi drinkami, i masa, masa innych atrakcji, to wszystko jest do dyspozycji kogoś, kto po prostu chce wypocząć. Ale…

Ale sposobów na wypoczynek jest prawdopodobnie tyle, ilu chętnych na jakiekolwiek wyjazdy. Co nas, podróżników, różni zatem od ludzi po prostu wyjeżdżających na urlop? Przede wszystkim fakt, że jesteśmy z góry przygotowani na wszelkie niedogodności. I pisząc o wszelkich niedogodnościach, mam na myśli , naprawdę czasem niewygodne, a może nawet nieprzyjemne sytuacje. Zmiany planów, nieoczekiwany brak transportu, samodzielne dbanie o każdy szczegół… Umiejętność poradzenia sobie w okolicznościach, kiedy te szczegóły okazują się jednak niedopracowane… Można by wymieniać takie aspekty bez końca.

Czy pokazanie tych różnic ma na celu ocenę, że ktoś ma lepszy pomysł na wakacje, a ktoś gorszy? I tak, i nie. Ja generalnie bardzo szanuję osobiste wybory każdego z nas. Każdy ma inne powody, oczekiwania, standardy, fundusze… Jednak moim zdaniem, bycie swego rodzaju podróżnikiem pozwala zdecydowanie więcej zobaczyć, więcej doświadczyć i przede wszystkim zdecydowanie więcej się nauczyć. A dla mnie wiedza, to klucz. Cena za zdobycie takiego doświadczenia jest czasem dosyć wysoka. Niejednokrotnie bowiem wraca się z takiej wyprawy bardziej zmęczonym, niż po miesiącu ciężkiej pracy 😂🙈🤷♀️

Dlaczego w takim razie? Po co? – Ktoś może zapytać…
To jest Moi Drodzy uzależnienie. Inaczej tego się chyba nie da nazwać, nie da się tego również do niczego innego porównać…Kto raz spróbował takiego sposobu na poznawanie świata, i mu się to spodoba, przepadł… Od tej chwili już, w obojętnie jak bardzo niekorzystnych warunkach, będzie planował następne wyprawy…

Dokładnie dwadzieścia lat temu, pierwszy raz w życiu wsiadłam na pokład samolotu. Czekało mnie wówczas 12h godzin lotu z Wiednia do Kuala Lumpur, a stamtąd do Phuket, wyspy na Morzu Andamańskiem, należącej do Tajlandii. Po tych dwudziestu latach, miałam wybrać się do Królestwa Tajów po raz drugi. Tym razem moim docelowym punktem na mapie Azji miał być Bangkok i okoliczne miasteczka…

Niestety, miesiąc przed wylotem, na początku maja tegoż naszego roku pamiętnego, koronawirusowego, pewnego ranka otrzymałam kolejnego maila, z kolejnym odwołanym lotem, do kolejnego kraju… Mimo, że się oczywiście tego spodziewałam, mimo, że doskonale wiedziałam, że nadzieja nawet nie ma prawa się tlić, po przeczytaniu informacji o anulowanej podróży, i tak nic prócz wielu, bardzo wielu, niecenzuralnych słów pojawiło się nie tylko w mojej głowie, ale i na języku…

Cóż mi zatem pozostało?
Ten blog miał mieć docelowo przeplataną czasowo formę, która miała łączyć obrazy z przeszłości ze współczesną rzeczywistością. Niestety pozostało jedynie zadowolić się wspomnieniami… Na szczęście tych jest całe mnóstwo 🙂 😀

Doskonale pamiętam moje rozbiegane oczy na wiedeńkim lotnisku Schwechat🙈. Nie podróżowałam co prawda sama, ale w dosyć dużej grupie, mimo to jednak, fakt, że mamy przebyć drogę prawie 9tys kilometrów, działała na moją wyobraźnie w różnoraki sposób 😀 Od rozgorączkowania, lekkiego popłochu po jakąś szczęśliwą histerię. Prawdopobnie dlatego nie zmróżyłam tak naprawdę oka przez cały lot do Kuala Lumpur. A pamiętajmy również, że dwadzieścia lat temu latało się nieco inaczej… Inne obowiązywały zasady bezpieczeństwa, odmienne reguły nadawania bagażu, itd, itp. Jednym słowem, umówmy się – było łatwiej….

W każdym razie wiedziałam od pierwszej minuty, że czeka nas niesamowita wyprawa. Poczuć się to dało zaraz po wyjściu z samolotu na lotnisku w Phuket. Uderzyło nas gorące, wilgotne powietrze, mnie jeszcze wtedy kompletnie nie znane… Upalny klimat zwrotnikowy dało się odczuć od pierwszych chwil. Klimat, jaki już na zawsze pozostał jednym z moich lubionych 🥰🌞🌴

Zatrzymaliśmy się w ówczesnym K-Hotel. Dziś miejsce to nazywa się „Hangout by Kly”, i mogę go z czystym sumieniem nadal polecić, nawet teraz, po tak wielu latach 😉 , wciąż ma bardzo dobre opinie 🙂 . W cenie mieliśmy wliczone przepyszne śniadania. Znajduje się on bardzo blisko znanej plaży Patong. Lokalizacja w tym miejscu jest bardzo dobra, do najbliższej stacji autobusowej Patong Bus Station, piechotą można przejść w 15 minut. Jest to zdecydowanie jedna z najtańszych opcji poruszania się po wyspie. Czy najszybsza? Niekoniecznie, prawdopodobnie najkorzystniej w kwestii czasowej jest po prostu wynająć skuter. Ale oczywiście nie można nie spróbować przejazdu słynnymi tajskimi pojazdami, zwanymi : tuk tuk 😀 .
W pobliżu oprócz lokalnego Chalong Temple, można również znaleźć centra handlowe, park kulturalny Phuket FantaSea, czy Dino Park mini Golf. Godne polecanie jest zdecydowanie Ethical Elephant Sanctuary, gdzie można podziwiać słonie w ich naturalnym otoczeniu. Przy ograniczonym czasie można również pokusić się o kilkugodzinną wyprawę do najbardziej charakterystycznych miejsc wyspy, zorganizowanym busem.

Nie można także zapomnieć o sąsiednich, przepięknych wyspach : Hong, w prowincji Krabi, czy Phi Phi. Cudowna natura, przepiękne krajobrazy, azjatycka egzotyka, spokój, i smakowite jedzenie, to wszystko czeka nadal w tym rejonie na tych, którzy jeszcze nie mieli okazji go podziwiać, jak i na tych, na których zrobił ogromne wrażenie po pierwszej wizycie.
Już wtedy, razem z moją grupą, organizowaliśmy wszystko we własnym zakresie, transport, posiłki, nocleg. Przeżyliśmy wyprawę do dżungli, piliśmy wodę prosto z kokosa, poznaliśmy tubylców i ich codzienne życie. Życie, które nie jednemu wydałoby się co najmniej dziwne… Codzienne wizyty maleńkich jaszczurek w domu, niesamowite tropikalne ulewy, egzotyczne insekty dookoła, to tylko niektóre „atrakcje” codzienności na Dalekim Wschodzie 😀 Jestem przekonana, że wiele się zmieniło w Tajlandii w ciągu tych dwudziestu lat. Cały świat się absolutnie zmienił… Pomijając już tragiczne w skutkach tsunami w 2004 roku, wiele różnych aspektów, zwłaszcza turystycznych na pewno musiało ulec zmianie. Czy na lepsze? Tego niestety nie wiem, i w obecnej chwili nie jestem w stanie zweryfikować.

Jednak bez problemu można znaleźć wszelkie potrzebne informacje na temat Tajlandii w internecie. Polecam strony : Tourism Thailand i Global Travel Mate ( opcja na temat Tajlandii). Ale przede wszystkim gorąco polecam kanała Piotrka Pająka na YouTube – Podróże Wojownika 🙂
Podróżując do Tajlandii wtedy, w innym całkiem świecie, miałam na liście odwiedzonych państw, zaledwie kilka krajów europejskich. Znałam z własnego doświaczenia plaże z tego wyłącznie rejonu, głównie tylko tę kuchnię, kulturę i mentalność. Wówczas wiedziałam już jak smakuje Austria, Węgry, Francja i Włochy. Tajlandia zaś była przełomem dla mnie, jeśli chodzi o podróże. Przełomem, jaki pozwolił mi już nie obawiać się dalekich wypraw. I mimo, iż mój następny wyjazd do Azji odbył się po niemal piętnastu latach, na Bali , to wtedy w 2000 roku wiedziałam już, że na pewno wrócę w te rejony. I nadal o tym jestem przekonana 🙂

NIEZBĘDNE WIADOMOŚCI
Kraj – Tajlandia
Język – tajski
Waluta – Thai bhat
Strefa czasowa – GMT +7
Wiza – http://www.thaiembassy.org/warsaw/pl/services/55429-Wiza.html
Klimat – zwrotnikowy wilgotny/równikowy wilgotny
Strona oficjalna – https://www.tourismthailand.org/Home












