„….Podróżowanie jest brutalne. Zmusza Cię do ufania obcym i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do Ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, niebem i morzem – wszystkie te rzeczy, zmierzające do wieczności, bądź ku naszym wyobrażeniom o niej”….
Cesare Pavese
ŚWIAT PIRAMID

Świat Piramid zaczęliśmy poznawać od Teotihuacan, raju dla maniaków historycznych…
Miasto niegdyś, dziś jedno z najbardziej znanych na świecie miejsc kultowej archeologii. Położone na wschód, około godzinę jazdy samochodem od Mexico City. Historia tej okolicy sięga II wieku, a rozkwit datuje się na przełom IV i V wieku. Teotihuacan, początkowo położone na wyspie, zawdzięcza swą nazwę Aztecom, przybyłym do miasta już opuszczonego. Budowle, jakie zastali, swym rozmiarem i doskonałością, zachwyciły nowo przybyłych osadników tak bardzo, że zaczęli wierzyć, iż tylko bogowie mogli zamieszkiwać tę krainę…To stało się źródłem do absolutnie niesamowitej mitologii Azteckiej.

Pisanie o pięknie i majestacie Piramid : Słońca i Księżyca, wydaje mi się teraz banałem. Naprawdę. Dlaczego? Ponieważ widok tego miejsca dosłownie zapiera dech. Trudno opisać wrażenie, jakie robi ono na, założę się, że każdym człowieku, który postawi tam swoją stopę. Dostojność i niezwykłość Teotihuacan czuje się każdym zmysłem, nawet tym szóstym. Nawet, jeśli nie jest się historycznym maniakiem. Podziw budzi nie tylko fakt, iż całość została wzniesiona bez pomocy żadnych metalowych narzędzi, ale przede wszystkim precyzja wykonania i nakład sił, jaki ludzie tworzący to miejsce musieli włożyć w swoją pracę. A musimy pamiętać, że wiemy o nich tak mało. Ciągle za mało… Ich wiedza i umiejętności, pochłonął niestety nie tylko czas…

To co zostało w Teotihuacan, mieście, gdzie rodzą się bogowie ( choć istnieje też wersja innego tłumaczenia : miejsce, gdzie ludzie stają się bogami), to oprócz dwóch piramid, słynna Calle de los Muertos, Droga Umarłych, która znajduje się wzdłuż kompleksu świątynnego Quetzalcoatla, ruiny świątyń, oraz miejsca dawnych pochówków. Do dziś, według miejscowych wierzeń , to tu powstał świat, a światło oddzieliło się od ciemności. Niezwykłość i tajemniczość tego miejsca dosłownie zmienia spojrzenie na świat, w którym żyjemy. Opowieści zaś miejscowych przewodników potrafią nawet zmienić sposób myślenia, u każdego, kto choć trochę czasu jest w stanie poświęcić na rozmowy z tubylcami…

W zależności od tego, z kim wdacie się w dyskusję na temat Teotihuacan, Wasze wyobrażenie o tym miejscu, będzie jak jeden wielki wachlarz…
Jedni będą potępiać krwawe ofiary z ludzi, kanibalizm, inni będą się zachwycać faktem, iż świątynie tutaj wybudowane zostały zgodnie z układem gwiazd… Jeszcze inni, wychodząc po 248 stopniach na Piramidę Słońca, będą sapać i się zastanawiać, gdzie ta magiczna energia?… 😀 I apropos, o ile na tę piramidę można wejść na sam szczyt, na Piramidę Księżyca wolno jedynie wspinać się do połowy.

A póki co, nikt nie wie, kto tak naprawdę wybudował to miasto….Nie ma sensu rozwodzenie się nad kolejami losu Teotihuacan, wszędzie można o tym poczytać… I mimo kontrowersyjnej historii tego miejsca, fakt, co spotkało je ze strony przybyłych konkwistadorów budzi taki sam, o ile nie większy sprzeciw….

Do faktów, o których nigdzie nie znalazłam wzmianki, są na przykład fruwające na szczycie piramid motyle. Nie zauważyłam ich zbyt wiele w niższych partiach terenu…Piękne, duże motyle, prawdopodobnie z tzw rodziny “monarcha”… Jest ich, tam, na górze mnóstwo 😀 i tworzą niesamowitą aurę wokół szczytu piramidy…

Bilet wstępu kosztuje 75 pesos, jeśli podróżujecie na własną rękę, możliwy jest dojazd autobusem. Ja zdecydowałam się ponownie zabukować wycieczkę zorganizowaną z GetYourGuide. W cenę mieliśmy wliczony posiłek, bilety wstępu, wizytę w Teotihuacan, zwiedzanie Bazyliki Matki Boskiej z Guadelupe, oraz wsparcie przewodników w czasie ponad 9h wycieczki. Cena była bardzo przystępna, można sobie wybrać język ( niestety nie ma pl opcji, ale wycieczki takie, w języku polskim są oczywiście organizowane, wystarczy trochę pogooglać 😀 ). Nasza grupa była mała, jakieś 7 osób, atmosfera bardzo przyjazna, a przewodnicy naprawdę posiadali sporą wiedzę i doskonałe poczucie humoru. Owszem, trzeba się od czasu do czasu zatrzymać w tzw “celach handlowych”, ale nie ma co dramatyzować, każdy chce jakoś zarobić na chleb….Dodam, że degustacja lokalnych alkoholi, była warta świeczki 😀

Chichen Itza.
To z kolei prekolumbijskie miasto, na Półwyspie Jukatan. Ziemia należąca do liczącej ponad dwa tysiące lat cywilizacji Majów. Hiszpanie nazwali je Palenque. Główną atrakcją turystyczną jest tutaj Piramida Kukulkana, obecnie znajdująca się na liście “ 7miu nowych cudów świata”. I mimo, iż jest o połowę mniejsza od Piramidy Słońca, również ma swój majestat. To schodkowa budowla, razem jest tam 364 stopni, ostatni 365-ty, to wejście do świątyni. Absolutna doskonałość architektury tego miejsca, we wspólnocie z liczbami, astronomią, przestrzenią, akustyką, nawet takiego matematycznego niedojdę, jak ja, przyprawia o zawrót głowy… 😀 Mało tego ! Nawet wzbudza zainteresowanie nauką i technologią…

Ołtarze czaszek, stare reliefy, boisko do gry w piłkę, gdzie składano krwawe ofiary, to wszystko jest tak niesamowite, że aż wydawałoby się – nierealne…
Z wiadomości praktycznych, warto wiedzieć, że na Kukulkan nie można wychodzić. Ale i bez tego, uwierzcie mi, można zrobić przepiękne zdjęcia, choć uprzedzam – drony są zabronione. Co do zakupów pamiątek, zwrócił naszą uwagę fakt, że ze wszystkich tego typu miejsc, w Chichen Itza ceny są bardzo przystępne. Jeśli więc macie możliwość, wszelkie pamiątki kupujcie właśnie tam. Ja osobiście pokusiłam się o sprawienie sobie nawet tradycyjnego Certyfikatu Urodzenia Majów.

I zanim wszyscy wrogowie astrologii, horoskopów zaczną tu sprzedawać swój hejt, chciałabym zwrócić Waszą uwagę, na jeden z wielu fascynujących faktów dotyczących tej społeczności. Otóż “przeznaczenie” każdego członka tej populacji, “odczytywano” według skomplikowanych kalendarzy, w dniu urodzin, i cokolwiek pokazywało się “w gwiazdach”, taki kształt przybierało życie danego człowieka od jego najmłodszych lat…A nie muszę chyba przypominać, że cywilizacja zamieszkująca tę część Jukatanu należała bez wątpienia do genialnych architektów, matematyków, wojowników…Posiadała ona wiedzę astronomiczną, której poziom w niektórych kwestiach przewyższa naszą, współczesną….

Najbardziej znanym chyba elementem kultury Majów na świecie, oprócz oczywiście architektury, jest opracowany przez nich kalendarz. A ściślej rzecz ujmując, dwa kalendarze : liturgiczny i tradycyjny. Spotykały się one raz na 52 lata w tym samym dniu. Przewodnicy, z jakich pomocą zwiedzaliśmy Chichen Itza, próbowali nam tłumaczyć zasady tych skomplikowanych obliczeń, niestety w mojej głowie pozostała tylko jedna informacja, a właściwie pytanie : jakim cudem, takich obliczeń dokonywano kilka tysięcy lat temu?….

Bilet wstępu również kosztuje 75 pesos. Dojazd, podobnie jak do Teotihuacan, da się zorganizować indywidualnie, jak też i w grupach. Będąc w Tulum, czy Cancun, lub Playa del Carmen, dystans do Chichen Itza wynosi mniej więcej tyle samo z każdego, z tych miejsc – ok 2h. Jeśli wybieramy się na własną rękę, dobrze jest sprawdzić lokalne autobusy, które są bardzo dobrze oznaczone, niemniej jednak ich rozkład zmienia się sezonowo ( cena ok, 140 pesos). Ze swojej strony mogę polecić również zorganizowaną wyprawę, której szczegóły możecie zobaczyć tutaj.
Kolejny przystanek : Coba.

Kolejne prekolumbijskie miasto, które zajmuje ponad 70km kw. Jest prawdopodobnie najmniej wyeksploatowanym miejscem na Półwyspie Jukatan. Z ponad 6000 tys struktur, odkryto i odrestaurowano do tej pory jedynie kilkadziesiąt. Reszta czeka na swój czas pod płaszczem dżungli. Budynki są wysokie i dosyć strome. Przekonałam się o tym na własnej skórze…Myśląc, że nic mi nie strasznie po zdobyciu obu : Piramidy Słońca i Księżyca, byłam przygotowana kondycyjnie i “strategicznie” na wyjście na Ixmoja, najwyższą z kompleksu w Coba – Nohoch Mul 😀 A przynajmniej tak mi się wydawało. Z naciskiem na “wydawało”… 😀

Dobre obuwie, buteleczka wody, żadnych zbędnych plecaków czy innych torebek, nakrycie głowy, okulary słoneczne. I silna wola 😀 To generalnie wystarczy… Pokonując 120 kamiennych schodów, w ok 35 stopniach C, polecam mieć na uwadze przede wszystkim przeliczenie sił na zamiary :p nie radzę narzucać sobie zbyt szybkiego tempa, tylko dlatego, że „na oko” piramida ta jest o wiele niższa od Piramidy Słońca, gdyż ma “jedynie” 42 metry..Ale…Schody są wysokie i nieregularne, i niesamowicie strome, a do tego czas odcisnął na nich niewątpliwie swoje piętno. I mimo, iż na to wszystko byłam gotowa, i roztropnie rozkładałam siły, na szczycie czekała mnie kolejna niespodzianka 😀 Otóż mimo, że nie mam i nigdy nie miałam lęku wysokości, po raz pierwszy w życiu zrozumiałam co to za uczucie 😀 Pierwszą myślą, jaka przyszła mi to głowy tam, na górze, było pytanie : jak ja cholera zejdę? I : co tu robią z ludźmi, którzy boją się zejść??? Mają jakieś helikoptery, czy coś?… 😀 Proszę mi wierzyć , kąt nachylenia tej budowli, naprawdę przyprawia o zawrót głowy…

Z wrażenia nawet zapomniałam naszego przewodnika później zapytać, czy ktoś kiedyś spadł z tej piramidy…Z wiadomości natomiast , na wszechwiedzącym necie, wyczytałam, że w ostatnich latach miały tam miejsce dwa upadki…
W każdym razie, pokonując mój lęk przed tymi stromościami, postanowiłam wykorzystać metodę zejścia tyłem, trzymając się umieszczonej na piramidzie liny. Widok z góry, jest nieziemski…Przepiękna dżungla, jak okiem sięgnąć, pomniejsze budowle, no i ta perspektywa w dole….Polecam, póki jeszcze można się tam wspinać, ale bądźcie bardzo ostrożni !!!

Na teren Coba bilet jest w podobnej cenie : 75 pesos, a poruszać się tam można pieszo, lub mamy możliwość wynajęcia roweru bądź “rikszy”. Nasz przewodnik, ze względu na czas, polecił rikszę ( opłata ok. $2, ale naprawdę wypada dać więcej), czego przyczyną były moje ogromne wyrzuty sumienia… Zrobiło mi się po prostu najzwyczajniej głupio, kiedy zdałam sobie sprawę, że pan na rowerze, który poruszał naszą rikszą, musiał ciągnąć za sobą takie dwa elementy jak ja i mój mężczyzna… Wyrzuty zbladły nieco po zejściu z piramidy, zwłaszcza przez pierwsze kilka sekund, kiedy już na dole moje nogi były jak z waty, i pomyślałam : Boże, zeszłam…gdzie nasza riksza?… 😀
Zdecydowanie polecam wyprawę z tej strony 😀
Świat Piramid w Meksyku jest dosłownie nieziemski… Opowieści o ich szczegółach, mitach, teoriach, można by snuć bez końca… I to jest właśnie urok tego miejsca. I to jest właśnie nauka z niego płynąca : nie ma czegoś takiego, jak koniec. Istnieje jedynie nieskończona powtarzalność…



