TAJEMNICE MEXICO CITY

…” Świat jest książką, i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”…

Św. Augustyn

Do Mexico City dotarliśmy późnym wieczorem.  Widok tego oświetlonego, olbrzymiego miasta, z lotu ptaka, dosłownie zapiera dech. Ta trzecia co do wielkości aglomeracja miejska na świecie, liczy jako tzw megapolis ponad 20 mln mieszkańców, gęstość zaludnienia na metr kwadratowy, według Wikipedii, przyprawia o zawrót głowy…Zwłaszcza mnie, odludka z natury…

Mexico City

Za dnia, ten widok jest dosłownie taki sam – tłumy zmierzające do pracy, ruch drogowy,  ciągnące się kilometrami straganiki z przeróżnego rodzaju jedzeniem.

Zapachy i odgłosy mogą na początku naprawdę przytłoczyć…

Mexico City

Ze względu na niezbyt pochlebną opinię o Mexico City, zdecydowałam się zabukować dla nas hotel. Mały wygodny pokoik z łazienką, bez żadnych specjalnych udogodnień, bo i tak przy tak napiętym planie zwiedzania, tak naprawdę potrzebowaliśmy jedynie miejsca do spania. Ceny, jakie można znaleźć na Booking.com, są dosłownie śmieszne. 

Mexico City

Tydzień. Od początku wiedziałam, że to o wiele za mało na tak ogromną przestrzeń….

Mieliśmy w Mexico City kilka celów. Oprócz zwiedzania centrum, pałacu narodowego, pozostałości piramid tzw Templo Mayor, muzeum antropologii, chcieliśmy zobaczyć Mercado de San Juan, a także tajemnicze miejsce związane z kultem Santa Muerte.

Ale po kolei.

Wyposażeni w małą mapkę centrum Ciudad de Mexico, ruszyliśmy najpierw na obchód terenu. Ulice są ulokowane na bazie kwadratów, z tej racji, raczej nikt nie powinien mieć kłopotów z orientacją. Chyba, że traficie na swojej drodze na ogromny uliczny market, który okazuje się być dosłownie labiryntem, a wyjście z niego graniczy chwilami z cudem 😀 Jeżeli macie towarzyszy podróży, radzę się nie rozdzielać 😀

Do najciekawszych zabytków należą bez wątpienia ruiny starych piramid ( Tenochtitlan) w samym sercu Mexico City. Ich historia jest nie tylko ciekawa, ale przede wszystkim ma w sobie nieco z przypowieści z morałem…Zacznijmy od tego, że nie miałam pojęcia, że w mieście tym w ogóle są jakieś piramidy. A tu proszę – miejsce to niegdyś było stolicą okazałego państwa Azteków…Miejsca, które otoczone było wodą. Okazała stolica szczyciła się piękną architekturą, dobrobytem, i podobnie jak dziś Mexico City, rozmiarem…. Tak, składano tam ofiary z ludzi, “karmiąc” bogów, modląc sie o ich przychylność. Czy właśnie dlatego zasłużyli sobie na krwawe “nawracanie” ze strony hiszpańskich konkwistadorów?… Każdy pewnie będzie miał inną odpowiedź na to pytanie, i każda będzie równie kontrowersyjna…

ruiny Templo Mayor, Mexico City

Dziś, potomkowie rdzennych mieszkańców Meksyku, powtarzają jak mantrę, opowieści, że ani oni nie zostali pokonani, ani Hiszpanie nie zwyciężyli…Według nich, to po prostu był nowy początek, który musiał nastąpić… Nie da się jednak ukryć, że stało się to niejednokrotnie pod wpływem krwawej przemocy… A mimo to, Meksyk jest dziś jednym z najbardziej katolickich krajów na świecie. Ten sam Meksyk, którego starożytne cywilizacje już przed tysiącami lat posiadały wiedzę matematyczną, astronomiczną czy architektoniczną, o jakiej często nam, współcześnie, się nawet nie śniło…Ta sama wiedza, która z niewiadomych przyczyn przepadła…A może z wiadomych?…A może nie przepadła?….

Templo Mayor i Caterdral Mayor, Mexico City

W każdym razie nad ruinami Templo Mayor króluje dziś Katedra…Wybudowana  w większości z kamieni, pochodzących z oryginalnych zabudowań poniżej…Tak, Cortez niszcząc kompleks Azteków, wykorzystał ten materiał budowlany i nakazał wznieść z niego kościół… Ten fakt mówi sam za siebie…Karma? Pokuta? Kara?….

Nie da się jednak nie oddać hołdu przepięknej Katedrze Metropolitana. Świątynia sięga swym początkiem do lat 20tych XVI wieku. Przeplatające się w niej style architektoniczne, od zarania jej dziejów zmagają się z podmokłym terenem, na którym kościół stoi. Każdy detal tej budowli jest precyzyjnie doskonały, i pewnie właśnie dlatego, dla osób takich jak ja, kochających historię i mającej szacunek dla starych cywilizacji, jest tak trudno pogodzić się z faktem, iż takie perełki powstały na ruinach czegoś jeszcze bardziej doskonałego…

Pałac Narodowy, Plac Zócalo , Mexico City

Tuż obok Katedry stoi okazały Pałac Narodowy. Wstęp do Pałacu jest darmowy, pracownicy ochrony przy wejściu do budynku będą żądać okazania i pozostawienia jakiegoś dowodu tożsamości. Jest to warunek wejścia na teren obiektu. Polecam zostawienie raczej dowodu osobistego, aniżeli paszportu, czy prawa jazdy, tak na wszelki wypadek. Zresztą gdziekolwiek macie do czynienia z taką sytuacją, nie oddawajcie NIGDY NIKOMU waszego paszportu ! 

ogrody Pałacu Narodowego

Początek budowy Pałacu datuje się na drugą połowę XVI wieku, dziś możemy tam podziwiać koleje losu, tak budynku jak i samych Meksykan…Przepiękne freski Diego Rivery są jak książka do historii opracowana wyłącznie na bazie obrazów. Uroczy ogród, pomieszczenia z różnego rodzaju sztuką, oraz sala obrad, wszędzie tam znajdziecie coś dla siebie.

Jeśli zaś znudzi was bieganie po muzeach, kościołach i innych zabytkowych budynkach, czas na coś specjalnego…Na coś spoza tradycyjnych podróżniczych przewodników.

Kult Santa Muerte.

Nie mam pojęcia, czy to jakie siły nadprzyrodzone, czy jakie anioły stróże :D, ale google map, w tym przypadku, przypadku szukania Altar de Santa Muerte, okazało się bezużyteczne. Przed wyprawą na poszukiwanie ołtarza potępionego i mrocznego kultu, trochę poczytałam i pooglądałam, zatem niebardzo chciałam pytać ( w moim jak już wiemy, średnio początkującym hiszpańskim) przechodniów : a gdzież to można zobaczyć te słynne figurki? Starałam się jedynie pytać o kolejne ulice, jakie przemierzaliśmy…Na pytanie, a gdzie zmierzamy i czego szukamy, dzielnie wygłaszałam kolejne nazwy ulic. W końcu jednak musiałam zdradzić, jakaż jest nasza destynacja…Czekałam na grom z jasnego nieba, albo na pogardliwe spojrzenie starszej Pani, którą zapytałam o ulicę Alfareria i o Altar de Santa Muerte. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a Pani uprzejmie wskazała, że jesteśmy prawie na miejscu ( podczas gdy sławne google pokazywało drogę dookoła niezliczonych budynków…)…

Altar de Santa Muerte

W rzeczy samej.

Byliśmy na miejscu.

Oczom naszym ukazał się skromny budynek, otoczony ogromną ilością kwiatów. Dwie, może trzy osoby podeszły do niewielkiego ołtarza Świętej Śmierci, składając swoje intencje, następnie całując dłoń, przekazały pocałunek dalej, dotykając szyby oddzielającej widza od figurki.

Mówi się, że Santa Muerte to kult skupiający nie tyle najbiedniejszą część meksykańskiego społeczeństwa, co  przestępców, homoseksualistów, czy panie lekkich obyczajów….Kościół Katolicki potępiając i nakładając wszelkimi ekskomunikami tę kontrowersyjną postać wierzeń, z większymi lub mniejszymi sukcesami stara się wyplenić ją z głów współczesnych Meksykan.

Zanim jednak pospieszymy z krytyką i dezaprobatą, śpieszę wyjaśnić, że w Meksyku śmierć jest zgoła inaczej postrzegana niż w Europie, zwłaszcza w Polsce…

Meksykanie są ze śmiercią za pan brat, życie dla nich nie istnieje bez śmierci. Od pokoleń wiedzą, że jedno z drugim jest nieodwracalnie powiązane… A sama śmierć, jedyną pewną rzeczą na naszym ziemskim padole.

Już od czasów prehistorycznej Mezoameryki, synkretyzm życia i śmierci jest na porządku dziennym. Małe ołtarzyki z wizerunkami Lady of the Death można spotkać w wielu, nawet najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Zwykle pod jej figurką można znaleźć owoce, słodycze, biżuterię, kwiaty, ale również papierosy, czy pieniążki.

figurka Santa Muerte

Czytając na temat Santa Muerte natknęłam się na wzmiankę o ulicy Alfareira, w Mexico City. Sama historia tego kultu jest fascynująca, ale gdy poznałam gospodynię tego przybytku kultywującego Panią Śmierć, moje zdziwienie sięgnęło zenitu. Drobna postać starszej pani, niezwykle uprzejmej i gościnnej,  jakoś nie mieściła mi się w głowie… A jednak, pani Enriqueta okazała się jedną z najmilszych osób, jakie poznaliśmy w Meksyku. Wdzięczna nie tylko za zakupienie figurek czy bransoletek ale przede wszystkim za okazane zainteresowanie i respekt. Był dla mnie niesamowitym fakt, że kobieta, która widziała nas pierwszy raz w życiu, możliwe, że ostatni, nie bacząc na naszą barierę językową, starała się przystępnie odpowiadać na pytania, a na koniec uściskała, jak najbliższą rodzinę….W Mexico City, jednym z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie…Gospodyni złowrogiego kultu…Meksyk nie przestawał mnie zadziwiać…

Nieprawdopodobna symbioza przeszłości ze współczesnością, specyficzne położenie geograficzne Mexico City, a także różnorodność wrażeń, jakie to miasto wywołuje, czyni stolicę Meksyku jedną z najciekawszych , nie tylko turystycznie, destynacji.

Pałac Bellas Artes

Czy w Mexico City widać biedę? Czy jest pełno bezdomnych na ulicach? Czy kartele narkotykowe strzelają do siebie na każdej przecznicy? Czy można się zatruć jedzeniem ze straganów?…..Odpowiem na te pytania może nieco przekornie : wszędzie na świecie widać biedę, wszędzie ludzie są traktowani podle i są wykorzystywani, wszędzie na świecie przestępcy żyją pośród normalnych, uczciwych ludzi, a standardy żywieniowe pozostawiają wiele do życzenia… Moim zdaniem, nawet po zaledwie dwóch tygodniach spędzonych w Meksyku, kraj ten, ani jego stolica nie odbiegają w tych smutnych statystykach od innych, nawet bogatszych państw… Co natomiast zauważyłam z własnego doświadczenia, ten najbliższy sąsiad Stanów Zjednoczonych, jest bardzo często niesprawiedliwie demonizowany, media mają tendencję do zniechęcania ludzi, do wybierania się w tamtym kierunku, a mimo to ponoć mieszka tam największa ilość Amerykanów, przebywających poza granicami ich ojczyzny…. Taki trochę paradoks, nieprawdaż?….

W każdym razie, mnie społeczność, kultura, historia, kuchnia, sztuka Meksyku zauroczyła. Czy wrócę kiedykolwiek do Mexico City, tego nie jestem pewna… Kraj ten jest tak ogromny, tyle jeszcze jest tam do zobaczenia, iż decyzja o powrocie do stolicy nie jest taka prosta. Jedno wiem na pewno – googlować bilety do kraju Azteków i Majów będę już w niedalekiej przyszłości 🙂 A i Wam wszystkim serdecznie taką wyprawę polecam 😀 🙂 😉 

Booking.com (function(d, sc, u) { var s = d.createElement(sc), p = d.getElementsByTagName(sc)[0]; s.type = ‚text/javascript’; s.async = true; s.src = u + ‚?v=’ + (+new Date()); p.parentNode.insertBefore(s,p); })(document, ‚script’, ‚//aff.bstatic.com/static/affiliate_base/js/flexiproduct.js’);